facebook youtube twitter


Futbol Wyniki Wyślij nam wynik meczu
 

Jak przeżyć wszystko jeszcze raz?

Jak przeżyć wszystko jeszcze raz?

Epidemia – czas zły. Nie ma żadnych wątpliwości. To co najgorsze, dopiero nadejdzie. Następstwa koronawirusa fatalne w skutkach i niewątpliwie kryzys w każdej dziedzinie życia. Czas, w którym nie liczy się nic innego jak ratowanie ludzkiego życia. Stanął cały świat i wszystko co oczywiste jak słońce nagle okazało się niepotrzebne do życia. Dzięki temu jest światełko w tunelu dla piłki nożnej i wiara, że każdy z nas na nowo ją będzie umiał pokochać. Tak jak to było kiedyś… . Właśnie kiedyś… .

Pierwsze mecze jakie dane było mi oglądać na żywo to występy Górnika Zabrze. Ukochany przez ojca klub. Na początku lat 90-tych zabierał mnie na Roosevelta 81. Często byliśmy już na dwie godziny przed meczem. Kupowaliśmy jak wszyscy bilety w kasie i słonecznik. Potem kontrola osobista przez mundurowych i dość długi spacer od bramy na trybuny. Wtedy najwspanialsze, najpiękniejsze i najcudowniejsze. Dokładnie tak cudowne jak boisko. Zielone, pachnące. Najwspanialszy obraz tego świata. Doping z trybun powodował ciarki, a że ludzie w Zabrzu potrafią wspierać swój klub – każdy wie. Górnik wygrywał rzadko, dlatego radość kibiców po golach była niesamowita i te śpiewy, że nigdy nie spadnie… . Piłka nożna to wtedy była miłość od pierwszego wejrzenia. Tak samo miałem z Wisłą. To samo uczucie. Biedny drugoligowy krakowski klub. Stadion zabytkowy, porośnięty trawą. Na trybunach Pan sprzedający obwarzanki i lemoniadę w butelkach. Dzisiaj sytuacja niemożliwa. Porażki z takimi ekipami jak Avia Świdnik, Pomezania Malbork – bolały długo i przyprawiały o łzy. Ciężko było dziecku wytłumaczyć, że te kluby mogą być lepsze od Wisełki. Wymęczone zwycięstwo z KSZO Ostrowiec i upragnione zwycięstwo z Jeziorakiem Iława dające awans na najwyższy szczebel w kraju. Pamiętam każdy szczegół.
 
Mecze Wisły Kraków z Górnikiem Zabrze były w moim domu świętem. Byliśmy na nich zawsze i tylko Tata do dzisiaj nie wie jak to się stało, że serca jego synów biją mocniej dla Białej Gwiazdy. On przecież tak się wtedy starał. To był czas w którym przegrywał Górnik i przegrywała Wisła. Iskrzyło. Zaiskrzyło bardziej dla czerwonych koszulek z Gwiazdą Białą na piersi. Nie ma co rozmyślać. Był 1994 rok. Przełom czerwca i lipca. Mistrzostwa Świata w Piłkę Nożną w Ameryce. Pamiętam każdy mecz, każdy szczegół. Były to mistrzostwa piłkarskich Bogów. Niemcy miały Jurgena Klinsmana. Kolumbia miała Carlosa Valderrame. Rumunia – Georgha Haggiego. Szwajcarskim Bogiem był Stephane Chapuisat, a amerykańskim Alexi Lalas. W Brazylii rządził Romario, w Rosji Oleg Salenko, a w szwedzkiej bramce królował Thomas Ravelii. W Hiszpanii karty dzielił Jose Marii Bakero, dla Nigerii strzelał Amunike, a meksykańskiej świątyni strzegł kolorowy Jorge Campos. Holandia w tyle z Koemanem i Belgia w ataku z Enzo Scifo. Italia z cudownym Roberto Baggio, Argentyna z Maradonną i Claudio Caniggią. Boże co to był za atak, skoro z ławki rezerwowych podnosił się sam Gabriel Batistuta! Na koniec zostawiłem tego najcudowniejszego, mojego idola z dzieciństwa. To właśnie nim byłem na podwórku, strzelając raz po raz bramki w meczach ulicznych, trzepakowych i wszystkich innych. Magiczna ósemka. Christo Stoiczkow, król strzelców tamtego mundialu, żywy Bóg Bułgarii. Był 10 lipiec 1994. Musiała to być niedziela skoro wtedy byliśmy z rodzicami u wujka na wsi. Koło godziny 16:30, wódka Cymes rozlała się po stole z wrażenia. Christo huknął z 30 metrów i rozerwał niemiecką siatkę. Bułgaria wróciła do gry o półfinał. Ciocia ledwo zdążyła przynieść z kuchni szmatkę żeby zetrzeć rozlany alkohol i było już 2:1 dla Bułgarii. Jordan Leczkov zamknął temat. Kochałem tę drużynę. Płakałem kiedy temat finału zamknął niesamowitym Bułgarom – niesamowity Roberto Baggio. Potem Bóg ukarał go za to w finale z Brazylią.
 
Znużone słońce oczu już nie cieszy, nie zapiera tchu.

Później były fajne mistrzostwa Europy w Anglii. Był rok 1996. Dwa lata później mundial gościła Francja. Było jeszcze dobrze, ale zauroczenie mijało. Meczy w ligach i europejskich pucharach było coraz więcej. Dostęp do nich również. Powszedniały, człowiek rósł i inaczej na wszystko spoglądał. Serce jeszcze mocniej zabiło kiedy Ronaldo Luiz Naziro de Lima przeszedł całe boisko i wjechał z piłką do bramki Deportivo la Coruny, ale była to już tylko namiastka tego co kiedyś. Jest rok 2020. Nie zaznałem tego uczucia od lat. Byłem na Mundialu w Niemczech w 2006 roku, na Euro w Austrii w 2008, Mistrzostwa w naszym kraju i na Ukrainie również śledziłem na żywo, tak samo jak Mistrzostwa Europy we Francji w 2016. Odpadliśmy w ćwierćfinale. Byłem na stadionie w Hamburgu, Paryżu, Marsylii, Wiedniu, Klagenfurcie, Lipsku, Hanowerze, Berlinie, Bremie, Tallinie, Łoweczu, w Rotterdamie, Rydze, w Kijowie, w Bolonii, w Pradze i już sam nie wiem gdzie jeszcze. Na wszystkie wszedłem zupełnie bezrefleksyjnie. Jako sędzia poprowadziłem grubo ponad tysiąc spotkań. W rozmowach z piłkarzami i sędziami często słyszę że chcieliby wrócić na boisko. Nie mogą się już doczekać tego momentu. Każdy z nich ma jakąś swoją historię i takie same uderzenia miłości względem piłki jak ja.
 
Jak wzniecić blask, który dawno zgasł?

Czy brakuje mi futbolu ? Zastanawiam się głośno i przeraża mnie odpowiedź – NIE. Nie brakuje mi go w roli kibica i w życiu zawodowym. Bolą mnie nogi i coraz mniej mi się chce. Nie chce mi się nawet oglądać go w telewizji. Mecze są zapewne nadal porywające i piękne, ale już ich tak nie czuję. Człowiek jest zdrowszy, mniej nerwowy bez tej piłki. Nie tęsknię za tą piłkarską codziennością. Jeśli chcesz być w czymś dobry to musisz w tym siedzieć i być na bieżąco. Nie chcąc wypaść z obiegu, przerwy nie można sobie zrobić. W poniedziałek kolejki kończą wszystkie większe ligi. We wtorki i w środy jest Liga Mistrzów, w czwartek gra Liga Europy, a w piątek zaczyna nasza i wszystkie inne ligi. W sobotę i niedzielę to samo i jeszcze sędziowanie. Tak co rok, co miesiąc, co tydzień. Jedno i to samo. Takich przerw jak ta obecna świat piłki nożnej nie widział jeszcze nigdy. Nie ma tygodnia żeby coś nie grało. Teraz nie ma. Nic nie gra to i nie ma co sędziować. Jeśli czegoś nie ma, to nie ma się świadomości, że coś umyka. Nie występują wyrzuty sumienia. Piłki nie ma i nie wiadomo kiedy będzie. Kiedyś byłem dzieckiem, dzisiaj jestem dorosłym. Kiedyś bardziej kibicem, dzisiaj bardziej sędzią. Chciałbym wierzyć, że piłka po tej przerwie wróci lepsza, mniej zepsuta. Nie będzie się liczył w niej pieniądz tylko inne wartości. Zapewne tak nie będzie. To może chociaż uda jej się wrócić w taki sposób, że wchodząc na stadion lub wychodząc na boisko poczuje to co wtedy w Zabrzu. Sobie i wszystkim tego życzę.

 

 

Źródło: Sławomir Tomczyk

Dodano: 2020-04-17 16:56:38


felieton 

Komentarze


II liga futsalu (małopolsko-świętokrzyska)

BSF Busko Zdrój
1:9
AZS UEK Kraków
21.01.2021
19:30
Spartak Wielkanoc
:
Błyskawica Wyciąże
23.01.2021
 
AZS UEK Kraków
:
Patroni Nowy Targ
23.01.2021
18:00
Sparta Spytkowice
:
BSF Busko Zdrój
23.01.2021
 

Ekstraliga Futsalu Kobiet, gr.południowa

AZS UP Wanda Kraków
:
Wierzbowianka Wierzbno
24.01.2021
16:00
Rekord Bielsko Biała
:
AZS UEK Słomniczanka Słomniki
24.01.2021
18:00
Rolnik Głogówek
:
AZS UJ Kraków
24.01.2021
16:30

Halowa Liga Oldbojów (Kraków)

Clepardia Kraków
:
Opatkowianka Opatkowice
22.01.2021
19:30
Orzeł Piaski Wielkie
:
Wanda Kraków
22.01.2021
19:30
Wieczysta Kraków
:
Hutnik Kraków
22.01.2021
20:30
Wisła Kraków
:
Grębałowianka Kraków
22.01.2021
20:30
Cracovia Kraków
:
Strzelcy
22.01.2021
21:30
Dąbski
:
Prokocim Kraków
22.01.2021
21:30