facebook youtube twitter


Futbol Wyniki Wyślij nam wynik meczu
 

Emocje na szczycie! (foto)

Emocje na szczycie! (foto)

Sobotni pojedynek w krakowskiej A-klasie grupie I zapowiadał się, jako hit rundy jesiennej. Naprzeciw siebie stanęły dwie czołowe drużyny ligi. Lider - LKS Niedźwiedź oraz plasujący się na drugiej pozycji - Partyzant Dojazdów.

 

W obu ekipach widać było dreszczyk emocji związany z tym meczem. Niedźwiedź mógł w końcu sprawdzić się na tle czołowej drużyny ligi, a Partyzant mógł zasiąść na fotelu lidera i zapisać się na kartkach historii obecnego sezonu, jako pierwsza drużyna, która znalazła receptę na niepokonanych do tej pory gospodarzy.

 

Pierwszą godną odnotowania akcję w tym meczu przeprowadzili gospodarze. Przed polem karnym sfaulowany został Artur Cieślik, a piłkę w okolicy dwudziestego piątego metra ustawił Kolano. Mocne uderzenie środkowego obrońcy nie sprawiło jednak żadnych kłopotów bramkarzowi z Dojazdowa. Odpowiedź przyjezdnych była natychmiastowa. Stały fragment gry wykonywał Mikołaj Morański, mocno bita piłka w pole karne, do strzału dochodzi Przemysław Kalisz, jednak, został on zblokowany i goście rzut wolny zamienili na rzut rożny, z którego stworzyli zagrożenie, ale.. pod własną bramką. Źle wykonany korner i szybka kontra gospodarzy mogła dać im w tym meczu prowadzenie. Jednak strzał Gałkowskiego po długim słupku bramki okazał się niecelny i po pierwszych dziesięciu minutach mieliśmy bezbramkowy remis.

 

Taki początek meczu zapowiadał jednak, że bramki to tylko kwestia czasu. Kibice, którzy licznie przybyli dziś na stadion w Niedźwiedziu długo nie musieli czekać aż ich ulubieńcy zdobędą bramkę. Kolejna groźna akcja gospodarzy miała miejsce w czternastej minucie. Lewą stroną urwał się Sławomir Gałkowski i dokładnie zacentrował wprost na głowę Olafa Gorzkowskiego, który strzałem głową skierował piłkę w stronę bramki. Bramkarz gości, co prawda miał futbolówkę ''na rękach'', jednak nie był w stanie zatrzymać jej przed linią bramkową. Piłka w siatce i gospodarze wychodzą na prowadzenie. Co ciekawe, dla pomocnika Niedźwiedzia była to druga bramka w sezonie i druga, którą zdobył głową.

 

Od momentu strzelenia bramki, gospodarze troszkę osiedli na laurach czekając na odpowiedź swoich rywali, którzy niezbyt chętnie zapędzali się pod bramkę miejscowych, rozgrywając piłkę głównie w środkowej strefie boiska. Tuż przed upływem drugiego kwadransa, Partyzant miał okazję na zdobycie bramki po stałym fragmencie gry. Piotr Franaszek nieprzepisowo zatrzymał Patryka Kalisza pod linią końcową boiska i do rzutu wolnego podszedł Linczowski. Dogodna sytuacja na wyrównanie została zaprzepaszczona przez głównego arbitra, który odgwizdał faul na bramkarzu gospodarzy. Kilka minut przed przerwą goście mogli doprowadzić do wyrównania. Dobra trójkowa akcja Patryka Kalisza, Konrada Linczowskiego oraz Kacpra Sochy mogła, a nawet powinna zakończyć się bramką. W porę jednak z interwencją zdążył jeden z obrońców LKS-u i goście po raz kolejny musieli obejść się smakiem.

 

Końcówka pierwszej połowy pokazała jednak, że emocji w tym meczu na pewno nie zabraknie. Podopieczni Łukasza Stachurskiego, poczynali sobie coraz odważniej, a ich akcję były bardziej składne i spokojne niż w pierwszych fragmentach spotkania. Widać było, że presja oraz obawy zostały przez przyjezdnych zastąpione ambicją oraz wolą walki i chęcią zdobycia bramki.

 

Druga odsłona gry zaczęła się od mocniejszych i bardziej zdecydowanych ataków gości. Rutka miał swoją okazję, ale jego strzał poszybował minimalnie obok bramki. Kilka chwil później Linczowski został sfaulowany przed polem karnym, jednak strzał z okolicy dwudziestego metra Kacpra Sochy nie znalazł drogi do bramki Dominika Nowaka.

 

Po kilku minutach drugiej połowy, można było stwierdzić, że goście zdecydowanie lepiej czują się na boisku niż w pierwszej części. Ich akcje były bardziej przemyślane i sprawili wrażenie drużyny, której bardziej zależało na strzeleniu bramki i pójściu za ciosem.

 

Miejscowi chyba nie spodziewali się takiego obrotu sprawy i zupełnie stracili kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Inicjatywa od około sześćdziesiątej minuty należała do Partyzanta, który dwoił się i troił, aby doprowadzić w końcu do wyrównania. Goście zdecydowanie częściej zagrażali bramce rywali. Za pierwszym razem Morański wrzucił piłkę z wolnego do zamykającego akcję Konrada Stachurskiego, ale młody obrońca zamiast skierować piłkę głową w stronę bramki, to w dość ekwilibrystyczny sposób próbował dostawić nogę! Za drugim razem znowu Socha ze stałego fragmentu gry próbował zaskoczyć Nowaka, ale po raz kolejny brakło dokładności. Bramka dla gości z Dojazdowa wisiała w powietrzu,. W siedemdziesiątej trzeciej minucie Morański obsłużył bardzo dobrym podaniem Kalisza i wydawało się, że Partyzant w końcu dopnie swego, ale wspaniała interwencja Nowaka uratowała zespół gospodarzy od utraty bramki. Dwie minuty później znowu zrobiło się gorąco pod bramką Niedźwiedzia. Socha dograł piłkę z linii pola karnego na szósty metr, a tam żaden z zawodników Partyzanta nie potrafił skierować piłki do bramki. Goście w całym naporze na bramkę zapomnieli o obronie i nadziali się na kontrę. Piłkę wyprowadził Gorzkowski i uruchomił Cieślika. Zawodnik gospodarzy wychodził już praktycznie sam na sam, ale w ostatniej chwili ofiarna interwencja obrońcy zakończyła groźnie zapowiadającą się akcję.

 

Mecz nieuchronnie zbliżał się do końca. Zawodnicy obu zespołów nerwowo dopytywali arbitra ile czasu zostało do zakończenia zawodów. Gospodarze mieli prowadzenie i trzy punkty, a goście nadal nie potrafili znaleźć drogi do bramki Nowaka. Ten stan odmieniła osiemdziesiąta minuta meczu. Konrad Linczowski otrzymał piłkę przed polem karnym, w swoim stylu zmylił obrońcę zwodem i posłał mocny mierzony strzał tuż przy słupku. Piłka otarła się jeszcze o ręce Nowaka, ale bramkarz gospodarzy nie był w stanie jej zatrzymać. Na dziesięć minut przed końcem w Niedźwiedziu był remis 1:1!

 

Ostatnie minuty zapowiadały się pasjonująco, bo żadna z drużyn nie chciała zakończyć tego pojedynku z jednopunktowym dorobkiem. Jednak w obu zespołach brakowało przysłowiowej kropki nad "i". Kiedy wydawało się, że to goście są bliżej zgarnięcia pełnej puli, po raz kolejny Nowak uratował swój zespół przed utratą bramki. Kąśliwy strzał Morańskiego sprawił mu, co prawda, trochę kłopotu, ale przytomna interwencja okazała się skuteczna. Odpowiedź gospodarzy była wręcz piorunująca. Adrian Kolano zagrywał piłkę w pole karne, olbrzymie zamieszanie i końcami palców Krzysztof Matuszczyk wybił piłkę przed siebie. Na wślizgu dopadł do niej Franaszek, ale brakuje mu milimetrów, aby skierować piłkę do bramki, do tego ofiarna interwencja Kalisza i niebezpieczeństwo zażegnane.

 

Remis w meczu na szczycie wydaje się wynikiem sprawiedliwym. Pierwsza połowa to dobra gra i przewaga gospodarzy udokumentowana bramką, a druga, zwłaszcza w ostatnich trzydziestu minutach, to znaczna przewaga gości, którzy stworzyli sobie więcej klarownych sytuacji, ale wykorzystali tylko jedną. Obie drużyny utrzymały różnicę punktów między sobą i pokazały momentami naprawdę dobry oraz ciekawy futbol.

 

Mecz na szczycie przyciągnął na trybuny pokaźną liczbę kibiców, zarówno miejscowych, jak i przyjezdnych, którzy swoją obecność zaznaczyli po zdobytej bramce wybuchem radości.

 

Klasa A (Kraków I), 13.10.2018
LKS Niedźwiedź - Partyzant Dojazdów 1:1 (1:0)
Gorzkowski 14 - Linczowski 80

 

Żółte kartki: Cieślik, Gorzkowski, Zagrodzki - Patryk Kalisz, Kubacki
Widzów: 150
Niedźwiedź: Nowak - Bucki, Chorąży, Kolano, Franaszek - Burdacki, Gorzkowski, Gałkowski (80. Lech), Wójcik (58. Marek), Zagrodzki - Cieślik
Partyzant: Matuszczyk - Chłoń, Morański, Przemysław Kalisz, Stachurski (60. W. Kalisz) - Rutka, Gruchała, Socha, Patryk Kalisz, Kubacki (65. Wójcik) - Linczowski.

 

 

Źródło: Michał Natkaniec

Dodano: 2018-10-14 01:36:49


Galeria zdjęć

 

Zobacz też: Klasa A (Kraków I)

Niedźwiedź  Partyzant 

Komentarze