facebook youtube twitter


Futbol Wyniki Wyślij nam wynik meczu
 

Jest szykowany na najważniejszą funkcję w klubie

Jest szykowany na najważniejszą funkcję w klubie

Fakty są takie, że gdy obecnych graczy z kadry Gościbii Sułkowice nie było jeszcze na świecie On już w klubie był. - Na pierwszy trening przyszedłem sam. Chciałem zobaczyć, jak to wygląda, bo wcześniej grałem tylko na podwórku - wspomina Mariusz Stokłosa, który po 35 latach nieprzerwanej gry w sułkowickim klubie postanowił zorganizować spotkanie, które kończyło jego karierę. Tym samym dołączył do grona największych graczy w prawie 100-letniej historii klubu.

Można się było wówczas zakochać w Gościbii, bo jako młody chłopak, pamiętam pełne trybuny i niesamowite emocje podczas derbów z Dalinem Myślenice. Razem z kolegami marzyliśmy tylko o jednym, by kiedyś zagrać w Gościbi - wspomina. Jest członkiem niezwykle zdolnego pokolenia Gościbii, którego twarzami są m.in: Jarosław Mateja i Wojciech Rączka. Sułkowicki klub grał wówczas regularnie w lidze międzyokręgowej, która potem przekształciła się w IV ligę. - Koledzy mieli więcej szczęścia, grali na pozycjach ofensywnych i wybili się. Ja byłem po prostu wyrobnikiem - mówi piłkarz. A jednak którykolwiek trener nie przejmował Gościbi, to zawsze ustalanie składu zaczynał od "Mańka". Dlaczego? Bo to piłkarz, którego klasę widać było wówczas, gdy go brakowało. Wówczas w drużynie powstawała wyrwa i dlatego wszyscy cieszyli się, gdy Stokłosa po kartach lub drobnych urazach wracał na pozycję defensywnego pomocnika lub obrońcy. Grał zresztą na wszystkich pozostałych. Gwiazdą został tylko raz, nie licząc pożegnalnego meczu. - Pojechaliśmy na mecz do Tarnowa. Była ostatnia kolejka ligi międzyokręgowej, a ja strzeliłem Tamelowi zwycięską dla nas bramkę. Dzięki temu utrzymaliśmy się - mówi. To był moment, bo potem zajmował się destrukcją i pracowaniem na gwiazdy, których w Gościbi nigdy nie brakowało. Jako ukształtowany zawodnik przeżył z zespołem degradację do klasy A, a potem awanse do klasy okręgowej i IV ligi. Trwający sezon nie miał być ostatnim, ale zaczęło szwankować zdrowie. - Jesienią było jeszcze dobrze, potem wróciłem na kilka meczów i znów noga zaczęła boleć. To był znak, że trzeba kończyć. Było warto, bo koledzy i działacze zrobili mi taką fetę, że nie zapomnę jej do końca życia - mówi. Pobieżna analiza wyników Gościbi w tym sezonie jest zaskakująco zbieżna z występami "Mańka", jednym słowem, gdy grał Gościbia miała szanse na awans, gdy się leczył Węgrzcanka nie zasypywała gruszek w popiele. To pokazuje, że mając piąty krzyżyk na karku, wciąż jest Gościbi niezbędny. Wie o tym też sam zainteresowany. - Gdyby zaszła taka potrzeba, to zagram dla drużyny nawet z jedną nogą. Po tylu latach nie wyobrażam sobie życia bez klubu. 

Stokłosa nigdy Gościbi nie opuścił, choć propozycji miał wiele. Nie widzi się w roli trenera, choć młodzież już trenował. Nie chcąc ograniczać swojej aktywności do gry w oldbojach pobliskiego Rudnika, zostanie więc klubowym działaczem. Zamiana korków na lakierki ma ponoć przybrać formę najwyższego splendoru w postaci prezesowego stołka. Stokłosa się przed tym broni, ale jest oczywiste, że swojemu klubowi nie odmówi, bo nie jest w stanie, więc prędzej czy później do tej zmiany po prostu dojść musi.

 

 

Źródło: Paweł Panuś

Dodano: 2018-06-15 14:20:35


Galeria zdjęć

 

Zobacz też: Klasa Okręgowa (Kraków III)

Gościbia  Mariusz Stokłosa 

Komentarze