facebook youtube twitter


Futbol Wyniki Wyślij nam wynik meczu
 

Z pamiętnika groundhoppera (61) – Olkusz

Z pamiętnika groundhoppera (61) – Olkusz

Półfinał Pucharu Polski w okręgu Kraków
KS Olkusz - Hutnik Kraków 0:0, rzuty karne 6:7
 

Dawno, dawno temu, był sobie redaktor, który podróżował po małopolskich stadionach i pisał wesołe reportaże… Później ten redaktor, wziął sobie na karb taki nadmiar obowiązków a pióro coraz częściej zamieniał na aparat, że wszyscy powoli już zaczęli zapominać o jego pamiętnikach… Ale, że to nie bajka, to nie będzie morału… No może taki, że czasami trzeba by się stuknąć monopadem w łeb, aby przypomnieć sobie co w życiu jest naprawdę ważne… Bo jak powszechnie wiadomo, są rzeczy ważne, ważniejsze i piłka nożna. Zatem wracam na szlak i mam nadzieję, że tym razem nie będzie znów tak długiej przerwy.

Jakby ktoś zapomniał to przypominam, że Puchar Polski to moje ulubione rozgrywki. W tym roku spełniło się moje marzenie. Nastąpiła poważna zmiana w rozgrywkach i kluby, które wygrają okręgowe puchary już w I rundzie, będą mogły zmierzyć się czołowymi klubami Ekstraklasy! Chyba pierwszy raz w życiu mogę z czystym sumieniem powiedzieć BRAWO PZPN!!! Fajnie, aby za tym poszedł jeszcze jeden zapis w regulaminie, że mecze o Puchar Polski, można i TRZEBA rozgrywać na stadionie, na którym na co dzień występuje gospodarz. Tak, aby drużyna z C klasy, miała choć teoretycznie szansę gościć u siebie Legię, Wisłę czy Lecha. Bo skoro w 1979 roku, rządzący i dzielący polską piłką – Górnik Zabrze, mógł przyjechać i rozegrać mecze na stadionie Prokocimia Kraków, to nie róbmy cyrków, że teraz się nie da! Bo co? Bo ustawa? Bo względy bezpieczeństwa? Bo wielkie gwiazdki ekstraklasy nie będą kopać na klepisku? Piłka nożna jest JEDNA! Takie mecze gdy do wioski liczącej kilkaset mieszkańców (nie tej pod Żabnem), przyjedzie wielki klub będą świętem wspominanym przez lata. Czy Policja nie da rady ogrodzić boiska choćby taśmą i pilnować porządku? Skoro i tak  służby porządkowe zmobilizowane jak na wojnę nie dają rady sprawić by pojedynek Lecha z Legią został rozegrany do końca, to może właśnie tam na tych wsiach zobaczymy więcej porządku. Spełniło się jedno moje marzenie, mam nadzieję, że spełni się i to drugie.

Wracając do ostatniego wyjazdu.

Jadą dwie osoby, niżej podpisany i jego wierny przyjaciel Olo, który mimo przeziębienia nie odpuszcza a w zasadzie poświęca się dla mnie, bo to ja miałem ciśnienie a On ma prawo jazdy 
Pewnie i do Olkusza dotarłbym bez większego problemu PKP, albo na piękny uśmiech, wkręcił się do czyjegoś samochodu – ale co Olo to Olo!
Toteż ruszamy z „końca świata” – tak ochrzciliśmy nasz punkt zbiorczy znajdujący się na jednej z zajezdni MPK (na której ktoś chyba zapomniał postawić tabliczki KONIEC ŚWIATA). Mnie czeka ponad godzinna podróż na to miejsce autobusem, ale to mnie akurat cieszy, bo mam czas na lekturę – tym razem arcymistrz reportażu Kapuściński – Heban. Godzinę myślami jestem w Afryce, aby po chwili znaleźć się w samochodzie Ola i ruszyć w stronę Olkusza.

Szybka piłka – pada z ust Ola, w moim kierunku. Jedziemy przez wioski?

Jasne, że tak – odpowiadam.

Zawsze to przyjemniej pooglądać krajobrazy polskiej wsi nawet kosztem dłuższej podróży.

Pod stadionem w Olkuszu jesteśmy już 2 godziny przed meczem. Nie trzeba specjalnie myśleć, co będziemy robić. Marsz na rynek i na posiłek. Po drodze spotykamy jeszcze jednego z piłkarzy Hutnika, który samochodem zmierza już na stadion. Spotkanie miało miejsce podczas oczekiwania na otwarcie szlabanu PKP, więc jest czas się przywitać.

Olkusz zrobił na nas pozytywne wrażenie. Rynek odrestaurowany, choć zabytków w tym mieście jak na lekarstwo. Kebab też nie powalił na kolana.

Im bliżej pierwszego gwizdka tym więcej osób pojawia się pod stadionem. Kogo jak kogo, ale dobrze znanego czytelnikom Marka, bym się nie spodziewał a tu proszę takie niespodzianki też się trafiają.

Mecz mi się bardzo podobał. Może obudziła się we mnie po trochu kibicowska krew, bo choć dziennikarz powinien być obiektywny, to ma prawo mieć swoje sympatie, a jak się tyle lat spędziło na trybunie Hutnika…

Zaimponowali mi i to bardzo piłkarze Olkusza. Wiedząc, że są znacznie słabsi od gości, przyjęli znakomitą taktykę. Murowanie bramki, dwojenie się trojenie, łapanie na spalonym (chyba z 50 spalonych w meczu), pomysł świetny, bo Hutnik w żaden sposób tego muru nie był w stanie przebić i gospodarzom udało się doprowadzić do karnych. A te to już zawsze loteria. Początkowo nawet lepiej egzekwowali je piłkarze z Olkusza, ale ostatecznie wygrywa Hutnik. Co nie będę ukrywał mocno mnie uradowało!
Droga z Olkusza do Krakowa mija tak szybko, że nawet nie zdążyłem dobrze porozmawiać z kolegą a już trzeba się rozstać, tramwaj książka, zakupy, 22 w domu, zgranie materiałów, kolacja, 24:00 do spania… 4:50 pobudka… E, tam. Daję radę… Do następnego meczu i zobaczenia na szlaku! Amen 

Tradycyjne pomeczowe PKB:
Piwo:  oficjalnie brak
Kiełbaski: też nic się nie dymiło
Bilety: były
________________________________________
Przygotował: Dariusz Grochal (Futbol-Małopolska)
 
Chcesz aby Twój klub znalazł się w Pamiętniku Groundhoppera?
Pisz na adres grochal@futmal.pl
Źródło: Dariusz Grochal

 

 

Źródło: Dariusz Grochal

Dodano: 2018-05-29 21:27:52


Galeria zdjęć

 

Z pamiętnika groundhoppera 

Komentarze