facebook youtube twitter


Futbol Wyniki Wyślij nam wynik meczu
 

Rekordowe Gołcza Cup (foto)

Rekordowe Gołcza Cup (foto)

Tegoroczny Turniej Mikołajkowy Orlików Gołcza Cup przebiegał pod hasłem "Pobić Rekord". Czy i kto zdołał to uczynić, dowiecie się z relacji z wielkiej piłkarskiej imprezy, która w weekend zdominowała lokalną społeczność w Gminie Gołcza.

 

 

W pierwszym dniu oglądaliśmy zmagania w fazie grupowej, która była jednocześnie eliminacją przed niedzielnymi finałami. Do tych właśnie awans wywalczyły po dwie najlepsze ekipy z obu grup oraz lepiej punktująca drużyna z miejsca trzeciego.
 
Prym w eliminacjom nadawała ekipa Korony Kielce, która zdobyła komplet punktów w dość efektownym stylu. Podopieczni Michała Kostuchy świetnie operowali piłką, widoczna gołym okiem była dojrzałość piłkarska. Szybkość akcji oraz częste szukanie najlepszego w kieleckiej ekipie Aleksandra Cerka przyniosło tej ekipie same korzyści. To zawodnik, który wyróżniał się nie tylko zmysłem snajperskim ale i piłka kleiła się mu się wręcz do nogi. Jego solowe rajdy, okraszone niejednokrotnie efektownym przekładaniem nóg nad piłką, przeplatane przytomnym rozgrywaniem piłki, przy wsparciu równie dobrze w tych elementach radzącego sobie Jakuba Minuczyca, raz za razem siały popłoch w defensywie rywali. Korona nie pozostawiła żadnych złudzeń. Dwóch najgroźniejszych rywali: Sandecję oraz Rekord Bielsko Biała pokonała bezlitośnie, a awans na dobrą sprawę zapewniła sobie już po dwóch kolejkach.
 
Walkę o drugie, premiowane jeszcze z urzędu awansem do grupy finałowej miejsce, stoczyły zatem na dobrą sprawę Rekord Bielsko Biała i Sandecja. Niesłychanie istotny dla tej batalii okazał się już mecz w pierwszej kolejce, w której obie ekipy skrzyżowały pięści. I choć obejrzeliśmy naprawdę ciekawe i wyrównane piłkarsko widowisko, to kluczowe dla losów meczu detale prezentowali bielszczanie. Rekord, którego chlubą jest bez wątpienia sekcja futsalowa, wyraźnie zacięcie futsalowe w Gołcza Cup prezentował. Biało-zieloni grali szybko, celnie i krótkimi podaniami zdobywali teren. Trudno było wyróżnić lidera tej ekipy ale to wobec wyników osiąganych na parkiecie, tylko w najlepszy sposób świadczy o tym zespole. Najważniejsze dla losów spotkania okazały się wyczyny pod bramką rywala. W tym elemencje nowosądeczanie byli zdecydowanie mniej konkretni od Ślązaków i końcowy rezultat wybitnie o tym świadczy. Bielszczanie trafiali i z dystansu i z bliska, byli po prostu bardzo skuteczni. W przekroju rywalizacji w całej grupie A, bielszczanie byli faktycznie numerem dwa wyraźnie jednak za Koroną Kielce. 
 
Bój o wicemistrzostwo grupy A Sandecja zatem ostatecznie przegrała. Terminarz nie był dla nowosądeczan łaskawy, bo po inauguracyjnym starciu z Rekordem, biało-czarni musieli postawić się rewelacyjnej Koronie Kielce. Druga z rzędu porażka 0:4 w zasadzie przekreśliła szanse Sandecji na drugie miejsce w tabeli. Jako że jednak trzecia lokata, przy odpowiedniej ilości punktów także otwierała furtkę do finałów, podtatrzańska ekipa w pełni zmobilizowana ograła pewnie gospodarzy oraz WAP Wolbrom kompletując ostatecznie sześć punktów. Jak się później okazało, wystarczyło by załapać się jeszcze na ścieżkę medalową Gołcza Cup. Nowosądeczanie na ten awans naprawdę zasłużyli bo w przekroju składu obu grup prezentowali się wyraźnie lepiej od dwóch ostatnich ekip w obu grupach. W zespole Sandecji na pewno za nieziemską wolę walki wyróżnić należy Ksawiera Korala, a za bycie pod grą i instynkt w wyprowadzaniu akcji Eryka Kosińskiego. Drugi zespół Korony kieleckiej także grał mile dla oka ale zgubił niespodziewanie punkty z dysponującą wąską kadrą tego dnia Cracovią i po prostu zaprzepaścił szansę na awans. 
 
Czwartą siłą w grupie A zostali gospodarze. Drużyna AP Gołcza tak naprawdę nawiązała wyrównaną walkę z faworytami ale ci byli tego dnia po prostu odrobinę od nich silniejsi. Na wyniki AP Gołcza bez wątpienia miały też względy szkoleniowe. Miejscowi wyraźnie stawiali na realizowanie założeń taktycznych. Nie szczędzili zatem wyprowadzania akcji z własnej połowy, unikali zbędnego pozbywania się piłki dalekimi podaniami, co w kilku i być może kluczowych momentach dodawało skrzydeł wyżej notowanym. Dużo dobrego przy wyprowadzaniu akcji z własnej połowy robił Jan Kucharski. Jego spokój, przytomność umysłu i umiejętne markowanie podań pozwalało zespołowi dłużej utrzymać się przy piłce. Zawodnik ten urzędował dużo na lewej obronie, gdzie miał kontynuatora swoich poczynań. Lewoskrzydłowy Mikołaj Piega był bowiem naprawdę trudnym orzechem do zgryzienia. Jego niesłychany ciąg na bramkę budził podziw i dodatkową motywację u rywali. Trzeba było się bowiem sporo napocić, by pozbawić tego gościa piłki. 
 
Grupa A
AP Gołcza - Korona I 1:7
Rekord - Sandecja 4:0
AP Gołcza - WAP 4:0
Korona I - Sandecja 4:0
AP Gołcza - Rekord 1:2
Korona I - WAP 10:0
AP Gołcza - Sandecja 1:3
Korona I - Rekord 4:1
Sandecja - WAP 4:1
Rekord - WAP 2:1

1. Korona I  4 12 22-1
2. Rekord 4  9  9-6
3. Sandecja 4  6  7-10
4. AP Gołcza 4  3  7-12
5. WAP 4  0  2-20

 
W grupie B działo się równie wiele. Walkę o awans zdominowali co prawda nowohucianie i wrocławianie ale szczególnie ci drudzy okazali się prawdziwym objawieniem tej grupy. Na głównego faworyta bowiem, po pierwszej serii gier wyrastali gracze Progresu. To oni imponowali siłą fizyczną, zdecydowaniem ale i szybkością w grze. Dobry przegląd pola obrońców oraz świetna gra bez piłki pozostałych graczy, na taki styl gry zwyczajnie krakowianom pozwalały. Okładką stylu gry Progresu była zadziorność, waleczność i bezkompromisowość Oskara Bieńka. I choć te cechy wystarczyły na spokojne ogranie Pasów, Korony II czy Polonii Nysa, co wobec remisu w meczu Korony z Cracovią - dawało Progresowi awans - to na bój z... FC Wrocław już nie. I co ciekawe, wrocławianie ograli Progres nie prezentując wcale lepszego stylu gry od nowohucian. Wydawało się wręcz, że wrocławianie zepchnięci przez większość meczu do defensywy skazani są na porażkę. Ale konskewencja w grze i cierpliwość pozwoliły wrocławianom wywalczyć w tym spotkaniu trzy punkty i okazało się, że Progres był po prostu najtrudniejszym dla wrocławian rywalem. Potem ekipa z Dolnego Śląska zachwycała już piłkarsko. Rozbicie Pasów 7:1, Korony 5:0 oraz Polonii 4:0 wyprowadziło ten zespół na szczyt tabeli i szczyt listy drużyn pretendujących do mistrzostwa w całym turnieju. 
 
Solidnie na inaugurację turnieju zaprezentowała się też Korona II Kielce. Kielczanie ograli pewnie Polonię Nysa 4:2, w meczu w którym uwidoczniły się dobrze ułożone nogi choćby Eryka Jakubowskiego czy Bartosza Michty. Obaj chłopcy celowali świetnie z dystanu idealnie obok słupka, a ten drugi popisywał się też solowymi akcjami na dłuższych dystansach. Kielczanie prezentowali wyższy poziom wyszkolenia technicznego, dobre odejście z piłką, umiejętną grę zespołową. Jak się potem jednak okazało, rzeczywistość mocno zweryfikowała miejsce kielczan w szeregu. Drugi team Korony przełknął gorzką pigułkę w meczach z Wrocławiem i Progresem, co zmusiło ich do ofiarnej walki o awans z trzeciego miejsca. Aby tego dokonać, kielczanie musieli wyżej niż minimalnie pokonać Cracovię i czekać na końcową tabelę grupy A. Pojedynek z Cracovią zakończył się ostatecznie tylko remisem 3:3, co nie tylko nie dało kielczanom awansu ale i zepchnęło ich (gorszy o jedną bramkę ogólny bilans bramkowy od Cracovii) na czwarte miejsce w tabeli. Trzecie ostatecznie były Pasy ale ta lokata i tak desygnowała podopiecznych Łukasza Wali do walki o miejsca 6-10. Cracovia może czuć na pewno jakiś niedosyt. Wąska kadra meczowa zmniejszyła znacznie pole manewru trenerowi noi trochę do awansu zabrakło. "Cracoviacy" jak to zwykle bywa prezentowali zalążki krakowskiego futbolu, prezentowali się nieźle i nienajgorsze mieli wyniki. Owszem, rozstrzelani zostali przez wrocławian, ale już Progresem przegrali minimalnie, urwali punkty Koronie i odprawili z kwitkiem Polonię. Zabrakło więc i dużo i mało. Fajnie oglądało się z piłką przy nodze filigranowego Jakuba Łobodę, którego panowanie nad piłką i szybkość operowania stopą, można zachowując odpowiednie proporcje porównać do ruchów Lionela Messiego.
 
Na końcu stawki zamedlowała się Polonia Nysa. Zerowy dorobek punktowy nie napawał wielkim optymizmem ale poczynania na boisku już wcale tak złe nie były. Poloniści nieznacznie przegrali na wstępie z Koroną i Cracovią, co ustawiło ich na kiepskiej pozycji do rywalizacji o punkty. Walkę o punkty z Progresem i FC Wrocław przegrali ale jako jedyni poza Progresem, nie dali się wrocławianom rozstrzelać. Warte uwagi były poczynania szczególnie dwóch nysaninów. Znakomicie z nogą na piłce na prawej obronie zastawiał się przed rywalami Łukasz Oleksyk, na jej środku wybijał się Antoni Piwowarczyk. To gracz który świetnie wyczuwał dystans przy kryciu, umiejętnie się ustawiał, uprzedzał rywali, wyskakiwał napastnikom zza pleców przerywając posyłane doń podania. Ostatecznie Polonii po niezłej grze nie udało się zgromadzić choćby punktu ale w walce o miejsca 6-10 ich losy zapowiadały się całkiem obiecująco.
 
Grupa B
Korona II - Polonia 4:2
Progres - Cracovia 3:2
Progres - FC Wrocław 1:2
Cracovia - Polonia 2:1
Progres - Korona II 3:0
Cracovia - FC Wrocław 1:7
Progres - Polonia 4:1
Cracovia - Korona II 3:3
Polonia - FC Wrocław 0:4
Korona II - FC Wrocław 0:5

1. FC Wrocław 4 12 18-2
2. Progres 4  9 11-5
3. Cracovia 4  4  8-14
4. Korona II 4  4  7-13
5. Polonia 4  0  4-14


 
Ach cóż to był za dzień! Niedzielne zmagania w Gołcza Cup to także rywalizacja w dwóch grupach. W grupie C walka toczyła się o mistrzostwo, w D zaś o miejsca 6-10. W obu losy wybranych lokat ważyły się dosłownie w ostatnich sekundach ostatniego pojedynku! Takich właśnie emocji oczekiwali kibice w pękającej w szwach hali sportowej w Gołczy.
 
Niesłychanie ciekawie po sobotnich eliminacjach zapowiadała się batalia w grupie C. Tam trafiły bowiem zdecydowanie najsilniejsze ekipy, a co najistotniejsze, każdy z tych zespołów był faworytem całego turnieju. Noi wyniki dobitnie pokazały, że różnice punktowe między poszczególnymi zespołami rodziły się w detalach, odrobinie szczęścia czy ciut wyższych umiejętnościach. Jak to zwykle bywa, dobrze jest rozpocząć fazę grupową od zwycięstwa. Grające najdojrzalszy futbol ekipy Rekordu i Korony I zapewne liczyły na udany start. O ile kielczanie zgarnęli dość pewnie trzy punkty w meczu z Progresem, to Rekord nieco nieoczekiwanie zgubił punkty z Sandecją. Czy zatem nowosądecznie wyrośli na lidera grupy mistrzowskiej? Owszem, po drugiej serii gier w której pokonali pewnie FC Wrocław można było tak powiedzieć ale późniejsza wysoka porażka z Progresem dała do zrozumienia że w tej grupie tasowanie lokatami trwać będzie w najlepsze. Meczem prawdy dla nowosądeczan był zatem pojedynek z Koroną Kielce. Ekipa ze Świętokrzyskiego po świetnym starcie oraz porażce z Rekordem, potrzebowała pilnie zwycięstwa by pozostać w grze o prym w tabeli. Pojedynek był iście wysokich lotów i dopóki gra toczyła się w środku pola, trudno było wskazać faworyta. Ten jednak uwidocznił się w ofensywie. Nowosądeczanie nie byli produktywni bo w środku defensywy kielczan dzielił i rządził Wiktor Jakubowski. Jego umiejętności w grze bez piłki to klasa sama w sobie. Natychmiastowe szukanie gry po pozbyciu się piłki pozwoliły kielczanom na zachowanie czystego konta. W ofensywie "Scyzoryków" było w czym wybierać. Patryk Plisak błyszczał umiejętnym zbieganiem ze skrzydła do środka i dogrywaniem kluczowych piłek do partnerów. Świetnie na lewej flance radzili sobie naprzemiennie Jakub i Kacper Minuczycowie. Obaj dryblowali nieprzeciętnie, obaj potrafili też myśleć kilka kroków naprzód. Dzięki temu obrona nowosądeczan miała podwójnie trudne zadanie. I właśnie te elementy pozwoliły kielczanom zgaranąć pełną pulę i pozostać kosztem Sandecji w grze o złoto. W boju o pierwsze miejsce pozostawał wciąż także Progres. Nowohucian czekała w przedostatniej serii gier potyczka z Rekordem. To był mecz o kolosalnej stawce. Rekord mógł zaklepać sobie mistrzostwo, a Progres wskoczyć na fotel lidera. Mecz miał niecodzienny przebieg, bo krakowianie otrzymali trzy gongi w trzy minuty i w zasadzie było już pozamiatane. Progres co prawda podniósł się kilka chwil później po mistrzowskiej akcji Stareńczyka z Semikiem ale choć mecz się później wyrównał, to na więcej ekipę trenera Zielińskiego w tym meczu nie było już stać. Rekord zapewnił sobie zatem mistrzostwo, choć wywalczone po naprawdę morderczej walce. Warto wspomnieć, że Rekordziści stracili dwa punkty już na starcie w meczu z Sandecją. Uciekli spod topora także w pojedynku z FC Wrocław. Bielszczanie przegrywali już w tym pojedynku 1:3 by w ostatnich sekundach trafić na 4:3 i rzutem na taśmę pozostać w grze o najwyższe laury. Wrocławianie, którzy przez eliminację przeszli jak burza, wyraźnie zgubili rytm po bolesnej porażce z Rekordem, i choć kończyli mecze na pograniczu remisów, to uplasowali się ostatecznie na czwartym miejscu. Niezwykłe emocje towarzyszyły ostatniemu pojedynkowi w grupie. FC Wrocław za wszelką cenę chciał ugrać choćby punkt w finałach, Progres zaś koniecznie musiał wygrać by obronić ostatnie miejsce na podium. I choć wynik tej potyczki zmieniał się jak w kalejdoskopie, to w samej końcówce dzięki dwum trafieniom Igora Boruty, drużyna z Dolnego Śląska wydarła zwycięstwo Progresowi, spychając go z podium (i to na samo dno tabeli!), dając jednocześnie pełnię radości nowosądeczanom, którzy dzięki temu wynikowi ugrali brązowe medale.
 
 
Grupa C (o miejsca 1-5)
Sandecja - Rekord 2:2
Progres - Korona I 0:3
Sandecja - FC Wrocław 3:1
Rekord - Korona I 4:1
Sandecja - Progres 1:4
Rekord - FC Wrocław 4:3
Sandecja - Korona 0:3
Rekord - Progres 3:1
Korona - FC Wrocław 3:1
Progres - FC Wrocław 2:3

1. Rekord 4 10 13-7
2. Korona I 4  9 10-5
3. Sandecja 4  4  6-10
4. FC Wrocław 4  3  8-12
5. Progres 4  3  7-10

 
W grupie D było równie emocjonująco. A może nawet i bardziej. Duża w tym zasługa Cracovii, która w niedzielę nieco wzmocniona kadrowo, bezdyskusyjnie wygrała co się dało, a walkę o pozostałe lokaty można było oglądać z zapartym tchem. Najwięcej emocji towarzyszyło rywalizacji o miejsce siódme, tu bowiem startły się ekipy Wolbromskiej AP oraz gospodarze - AP Gołcza. Już w drugiej serii gier doszło do bezpośredniego starcia obu ekip. Po niezwykle zaciętym spotkaniu, zanosiło się na skromną wygraną wolbromian. To co jednak wydarzyło się niemal równo z syreną kończącą mecz, odbiło się echem na reszcie walki o wicemistrzostwo grupy D. Gołczanie bowiem, a żeby było ciekawiej golkiper Dawid Krysa przelobował całe boisko i doprowadził do remisu. Piłka ugrzęzła w siatce, mecz się niemal natychmiast zakończył ale emocje trwały jeszcze kilka minut. Arbiter gola bowiem nie uznał bo padł w niezgodzie z regulaminem turnieju (gol zza połowy). Tego punktu, gołczanom ostatecznie zabrakło w końcowym rozrachunku choć drużyna Szymona Wesołowskiego śmiało mogła ugrać ich jeszcze kilka, choćby z Cracovią z którą minimalnie przegrała. To, oraz wyniki WAP doprowadziły do remisu punktowego między AP Gołcza i WAP właśnie. O siódmym miejscu w turnieju decydował więc bilans spotkań bezpośrednich. Tu, dzięki wygranej z Gołczą 1:0 lepsi w "generalce" okazali się wolbromianie. Ostatnie miejsce w tabeli przypadło Koronie II choć z przebiegu gry jest to pewnego rodzaju zaskoczenie. Kielczanie po zaciętej walce przegrali z Pasami 3:6 i wydawało się, że powalczą o czołowe lokaty w tej grupie tym bardziej, że wkrótce uporali się łatwo z WAP 3:0. Na koniec przyszły jednak dwie bolesne porażki i trzeba było pogodzić się losem. Najpierw po ciekawym widowisku, Korona II uległa AP Gołcza, a katem złocisto-krwistych okazał się Jędrzej Lewartowski (zdobywca dwóch goli). Dziewiąta była Polonia Nysa, która wyprzedziła kielczan w ostatnim meczu tej grupy wygrywając bezpośredni z nimi bój. Co ciekawe, zwycięstwo nysanie zapewnili sobie równo z syreną kończącą mecz, a trafienie Sławomira Sosulskiego było najboleśniejszym ciosem dla Korony.
 
Grupa D (o miejsca 6-10)
Cracovia - WAP 3:0
Polonia - AP Gołcza 0:1
Cracovia - Korona II 6:3
WAP - AP Gołcza 1:0
Cracovia - Polonia 3:1
WAP - Korona II 0:3
Cracovia - AP Gołcza 2:1
WAP - Polonia 4:2
AP Gołcza - Korona II 4:2
Polonia - Korona II 3:2

6. Cracovia 4 12 14-5
7. WAP 4  6  5-8
8. AP Gołcza 4  6  6-5
9. Polonia 4  3  6-10
10. Korona II 4  3 10-13
 
 
Koniec końców, turniej jak co roku trzymał w ogromnym napięciu do samego końca. Formuła turnieju oraz jego skład tak poukładał emocje, że obie finałowe grupy były nieziemsko wyrównane. Dzięki temu niemal każdy mecz był zwyczajnie zagadką. Wygrał zespół Rekordu Bielsko Biała - ekipa która pozbawiona lidera tworzyła monolit na miarę triumfu w Gołcza Cup. 
 
Jak co roku, organizatorzy zadbali także o liczne atrakcje, catering oraz obiady dla wszystkich uczestników, nie wspominając także o noclegach. Ceremonię wręczenia nagród uświetniły dynamiczne występy lokalnej grupy cheerleaderek oraz oczywiście wizyta Świętego Mikołaja, który przygotował dla każdego zawodnika worek prezentów. 
 
Nagrody ufundowane przez Gminę Gołcza, firmę Marpol Marcin Kubik, sklep motoryzacyjny Auto-Serwis Paweł Kosiba, a także Wypożyczalnię Przyczep Paulina Kosiba i Saria Polska - oddział Wielkanoc, wręczali Wójt Gminy Lesław Blacha oraz Przewodniczący Rady Gminy Stanisław Makola. Nagradzano każdy zespół z osobna oraz indywidualnie pięciu najlepszych graczy turnieju. 
 
TOP 5 Turnieju:
- Maciej Fiust (najlepszy bramkarz, Progres)
- Aleksander Cerek (król strzelców, Korona - 19 goli)
- Maciej Polański (Sandecja)
- Jakub Hałas (AP Gołcza)
- Oliwier Foxa (Rekord)
 
KOŃCOWA KLASYFIKACJA:
1. Rekord Bielsko Biała:
 Wiktor Grycierek, Ksawery Lazar, Oliwier Foxa, Piotr Wykręt, Michał Kwaśniak, Maksymilian Kobędza, Jakub Ciepielowski, Radosław Śliwa, Jakub Bednarz. Trener: Arkadiusz Lazar.
2. Korona I Kielce: Antoni Palacz, Wiktor Jakubowski, Aleksander Cerek, Oskar Długosz, Jakub Minuczyc, Kacper Minuczyc, Patryk Plisak, Szymon Rząca, Wiktor Stawecki. Trener: Michał Kostucha.
3. Sandecja Nowy Sącz: Adrian Damasiewicz, Franciszek Łukaszczyk, Tomasz Najduch, Maciej Polański, Konrad Michalik, Konrad Janik, Xawier Koral, Eryk Kosiński.
4. FC Wrocław: Piotr Borowiec, Igor Boruta, Michał Lewandowski, Wojciech Napora, Aleksander Okrzesik, Mateusz Trojanowski, Kamil Kasperda, Wojciech Wolicki, Maciej Wolicki.
5. Progres Kraków: Maciej Fiust, Igor Stareńczak, Sebastian Wawro, Kacper Morawiec, Jeremi Lubomcz, Ksawery Semik, Oskar Bieniek, Mateusz Truchan, Daniel Majczyk, Oliwier Jeż, Piotr Kurek. Trener: Krzysztof Zieliński.
6. Cracovia Kraków: Emil Plesiński, Patryk Lipiński, Jakub Łoboda, Piotr Plezie, Maciej Modelski, Grzegorz Doniel. Trener: Łukasz Wala.
7. WAP Wrolbom: Krzysztof Broda, Jakub Rotlarz, Olaf Witkowski, Kamil Płowiec, Mateusz Marchalski, Jakub Prokop, Piotr Kosałka, Dawid Myszor, Kacper Łyczak.
8. AP Gołcza: Dawid Krysa, Jakub Hałas, Jan Kucharski, Dominik Miś, Jędrzej Lewartowski, Kewin Roch, Olaf Gajos, Mateusz Grządziel, Mikołaj Piega, Wiktor Cieśliński, Patryk Słowiński. Trener: Szymon Wesołowski.
9. Polonia Nysa: Jakub Gabryliszyn, Artus Kiniasz, Łukasz Oleksyk, Jakub Perlik, Antoni Piwowarczyk, Wojciech Razacz, Sławomir Sosulski, Aleksander Stawski, Jakub Wilman, Kajetan Żarów. Trener: Rafał Mazański.
10. Korona II Kielce: Bartosz Kundera, Krzysztof Mądzik, Nataniel Marszałek, Eryk Jakubowski, Jacek Bilski, Oliwier Popeć, Dawid Czwartosz, Jakub Iwan, Bartosz Michta. Trener: Michał Kostucha.

Marcin Dudziński (AP Gołcza, organizator turnieju): Turniej jak najbardziej udany. Wygrał go jeden z głównych faworytów, drużyna Rekordu. Ja osobiście nie znam tego rocznika ale trener naszego zespołu wspominał mi, że orliki Rekordu, z którymi już mierzył się wcześniej - to naprawdę silny zespół. Oczywiście do grona głównych faworytów należała też Korona. Oba te zespoły okazały się najlepsze więc można powiedzieć, że większych niespodzianek nie było. Trzeba natomiast nadmienić, że tegoroczny Gołcza Cup miał niesłychanie wyrównany poziom. Czy łatwo zachęcić rozpoznawalne w całym kraju ekipy do udziału w Gołcza Cup? Na pewno pomagają nam w tym dobre kontakty z trenerami poszczególnych ekip. Naturalnie nie jest tak, że Gołcza Cup jest na tyle renomowanym turniejem, by czołowe zespoły w Polsce z własnej inicjatywy się zapisywały ale trochę też dzięki poczcie pantoflowej, o organizacji i poziomie naszego turnieju snują się wici po Polsce i silne zespoły chętnie przyjmują nasze zaproszenia.

Na pewno ten turniej jest jaki jest dzięki osobom wspierającym działanie naszej akademii. Koniecznie trzeba tu wymienić osobę Wójta Gminy Pana Lesława Blachę. To dzięki niemu Gołcza Cup na stałe wpisał się do piłkarskiego kalendarza rozgrywek ale i nam pozwala przez cały rok pracować z dziećmi w dobrych warunkach. Gołcza Cup funkcjonuje na takim poziomie dzięki wielu osobom wspierającym organizację turnieju, pomagających przy jego przeprowadzeniu ale i dzięki sponsorom. Dzięki nim ten turniej przeprowadzony został z pompą. Nieocenione wsparcie otrzymaliśmy też od rodziców naszych podopiecznych, za co tradycyjnie już należą im się serdeczne podziękowania.

 Jak prezentuje się na tle silnych ekip AP Gołcza? Wcale nie najgorzej. Proszę zauważyć, że mimo dużych rozmiarów bramek, długiego czasu gry, wcale nie padało w naszych meczach za wiele goli. Notowaliśmy minimalne, bo jednobramkowe porażki z Cracovią czy mistrzem turnieju Rekordem. Cieszy więc to, że jesteśmy gdzieś tam blisko piłkarsko tych ekip. Rywalizacja z nimi pozwala nam jednak dostrzec to czy idziemy właściwą ścieżką czy jednak należy zmienić coś w priorytetach treningowych. Ogólnie mówiąc, turniej pokazał że idziemy dobrą drogą, choć mam też sporo innych spostrzeżeń, które oczywiście zostawię dla siebie, dla zawodników i trenerów naszej akademii.


Relacja wykonana w ramach usługi:
Patronat Medialny Futbol-Małopolska (www.futmal.pl/patronat) 

Źródło: Piotr Kwiecień

Dodano: 2017-12-11 23:29:55


Galeria zdjęć

 

Gołcza Cup 

Komentarze