facebook youtube twitter


Futbol Wyniki Wyślij nam wynik meczu
 

Z pamiętnika groundhoppera (56) – Wierzbno

Z pamiętnika groundhoppera (56) – Wierzbno

Czasami warto siedzieć do późna w nocy na Internecie. Gdzieś między pierwszą a drugą w nocy, na fb napisał do mnie kolega z propozycją wyjazdu na ten mecz. Plany na sobotę modyfikowałem kilkukrotnie, więc bez wahania machnąłem na nie ręką…

 

 

A klasa (Kraków I), 22.10.2016
Wierzbowianka Wierzbno – Jastrzębiec Książ Wielki 2:2 (0:1)
Przeniosło 68, Kowalski 75 – Świtała 39, D. Zyguła 59

Zawsze gdy otrzymuję propozycję wyjazdu na wioskę, na której jeszcze nie byłem, cieszę się jak dziecko. Ahoj przygodo! A faktem, o którym pisać nie będę w myśl zasady, że co zdarzyło się w Las Vegas…  jest to, że mój wyjazd do Wirzbna zostanie na długo zapamiętany. A i ja już dziś wyrażam chęć powrotu, choć tylko po to by odebrać obiecaną na pamiątkę klubową koszulkę, która z przyczyn obiektywnych nie trafiła w me ręce.

A było to ( mógłbym się zasłonić niepamięcią, ale to mi się akurat nie zdarza), mniej więcej tak:

Słuchaj, my jedziemy na dwa mecze, ale spoko, nie musisz jechać z nami na oba. Wystarczy że dojedziesz do Słomnik to cię zabierzemy – tak brzmiał komunikat jaki dostałem wieczorem. E tam, bułka z masłem. Wyśpię się, na dworzec PKP parę minut i jestem w Słomnikach. (Swoją drogą z 10 raz w życiu były w Słomnikach i ani razu nie byłem na Słomniczance). Potem mnie zawiozą, odwiozą, jakaś kiełbaska ma być po meczu. No bajka. Super sobota się szykuje.

Było super, choć nie do końca tak ja to sobie planowałem.
Punkt pierwszy planu zrealizowany w 100%. Docieram pociągiem do Słomnik, tam mając godzinę do umówionego terminu spotkania posilam się w hot-dogiem, podziwiam reklamę wina, które można już kupić w pojemności 1/3 (cokolwiek by to oznaczało) za mega promocyjną cenę 1,15 zł. Nie skorzystałem jednak z miejscowych specjałów.
Rozsiadam się wygodnie w parku na rynku i czytając książkę, oczekuję na znajomego. Po chwili z lektury wyrywa mnie dźwięk telefonu. W słuchawce słyszę, że mam czekać tu i tu. Mija kolejna chwila i jestem już w samochodzie, wiozącym mnie w stronę Wierzbna.

Wierzbno (dawniej miasto) – wieś w Polsce położona w województwie małopolskim, w powiecie proszowickim, w gminie Koniusza – tylko tyle można wyczytać na popularnej internetowej encyklopedii. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to informacja o tym, że Wierzbno było kiedyś miastem. Niestety, hasło w encyklopedii nie rozwija tej ciekawostki. Wystarczyło jednak trochę poszperać w sieci i na portalu 24ikp.pl by trafić na taki oto artykuł autorstwa Andrzeja Solarza:

Pierwsze wzmianki o Wierzbnie pochodzą z 1279 roku - wówczas wieś nazywano Wyrbno. Pierwszymi wymienionymi właścicielami Wierzbna (wtedy Wyrzbno) byli: części Piotr Masłowski, a reszta należała do kilku innych rodów, np. Jana i Stanisława z Wierzbna (Jan Długosz Liber Beneficiorum). Wymienione tam były dwa folwarki, możliwe, że jeden z nich był poprzednikiem obecnego dworku.
W latach 1783-1792 Wierzbno należało do Ignacego Radomyskiego herbu Rawa, wówczas już wymieniano, iż we wsi znajdował się dwór. W roku 1884 we wsi był folwark, który obejmował 441 mórg gruntów ornych i ogrodów, 67 mórg łąk, 32 morgi nieurządzonego lasu i 22 morgi nieużytków oraz placów. Dwór i zabudowania folwarczne składały się z 1 budynku murowanego i 18 drewnianych. W tym czasie we wsi było 39 gospodarstw chłopskich na 169 morgach.
W latach 80 XIX wieku od rodziny Zakrzeńskich dwór wraz z majątkiem kupił Antoni Szaniawski. W 1921 roku wybudowano nowy dwór murowany wg projektu Ignacego Wentzla (poprzedni został zniszczony podczas wojny). Najprawdopodobniej przy budowie dworu wykorzystywano fragmenty wcześniejszej budowli (mogą o tym świadczyć elementy drewniane łączone z murowanymi w murach budynku).
Dwór należał do rodziny Szaniawskich do 1945 roku. Ostatni właściciel Teofil Szańkowski został aresztowany przez NKWD do Zagłębia Donieckiego gdzie zmarł w kwietniu 1945 roku. Majątek został przejęty przez Skarb Państwa, ziemię rozparcelowano.

Ja jednak nie zobaczyłem miejscowego dworku. Gościnność miejscowych, była tak fantastyczna, że pewnie jeszcze nieraz tam wrócę i wtedy będzie ku temu okazja. Skoncentrowałem się tylko na zrobieniu relacji z meczu. Nim jednak przejdę, do opisu co mnie tam, tego dnia spotkało, znów zacytuję parę zdań. Tym razem ze strony klubowej Wierzbowianki, na której można odnaleźć historię klubu.

Po zakończeniu II wojny światowej, która wyniszczyła Kraj tak pod względem zrujnowanych miast jak i wsi. Sytuacja ludności wiejskiej była bardzo trudna pod każdym względem. Wielowiekowe zacofanie kraju a szczególnie wsi można było zauważyć na każdym kroku, pod względem infrastruktury, brak podstawowych maszyn i urządzeń do pracy na roli oraz braku pieniędzy.

Pomimo tych trudności młodzież wiejska spragniona po latach okupacji niemieckiej wszelkiego rodzaju rozgrywek, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. I tak już w roku 1946 garstka zapaleńców w osobach: Tadeusz Jaskulski, Jan Chaberski,Józef Witulski i Edmund Ziółek
postanowiła zainteresować młodzież grą w siatkówkę, która to dyscyplina nie wymagała większych nakładów finansowych ani dużo miejsca. początkowo gra odbywała się na wiejskiej drodze nad którą rozwieszono siatkę. W roku 1947 zarejestrowano "Ludowy Zespół Sportowy w Wierzbnie, jeden z niewielu w powiecie michowskim. Przewodniczącym został Tadeusz Jaskulski, sekretarzem: Edmund Ziółek, skarbnikiem: Jan Chaberski.
W 1951 roku zorganizowano pierwsze oficjalne rozgrywki na szczeblu powiatu, w którym udział wzięła drużyna LZS Wierzbno.
Rok 1956 to kolejne zmiany. Wybrano nowy zarząd a do drużyny zostali włączeni nowi kolejni zawodnicy m.in: Jerzy Jachimczyk, Roman Piątek, Wiesław Jaskulski, Wiesław Wierzbanowski, Lucjan Skotarski, Bogdan Rokosz oraz  Stanisław Walczak.

LZS przyjął nazwę: WIERZBOWIANKA
Drużyna przez te wszystkie lata odnosiła wiele sukcesów na terenie powiatu proszowickiego. Przez wiele lat tocząc zacięte boje z drużynami z Opatkowic i Szczytnik zdobywając mistrzostwa i wicemistrzostwa.Z początkiem lat sześćdziesiątych ze względu na odejścia kilku zawodników do służby wojskowej w drużynach nastąpiły kolejne zmiany.Do drużyny dołączyli nowi zawodnicy: Józef Gaździcki, Edward Kopeć,  Jan Nagło, Marian Bamas, Zygmunt Buras,i Marian Siemiński.
W latach siedemdziesiątych przewodniczącym LZS Wierzbno był Bogusław Maj.
Pod koniec lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych  działalność LZS-u zaczęła przejawiać tendencję spadkową, ze względu na brak młodzieży która powyjeżdżała do szkół w mieście oraz do pracy w zakładach przemysłowych w Krakowie lub regionach Śląskich.
Taka sytuacja trwała do lat dziewięćdziesiątych, kiedy to powstał stadion do piłki nożnej.
"Historia lubi się powtarzać" -Syn współzałożyciela LZS-u Jana Chaberskiego - również Jan Chaberski pasjonat wraz z innym zapaleńcami postanowił zarejestrować w 1990 roku LUDOWY KLUB SPORTOWY "WIERZBOWIANKA" z wiodącą sekcją piłki nożnej. Sekcja ta aktywnie funkcjonuje do dnia dzisiejszego z wieloma sukcesami sportowymi jak również organizacyjnymi.

Parkujemy w końcu pod stadionem i pierwsze, co tego dnia rzuca się w oczy, to stan murawy. Był to wyjątkowo deszczowy weekend i wiele spotkań zostało odwołanych. Tu jednak nikt nie myślał o odwoływaniu meczu. Co prawda rozegrano mecz piłki błotnej, ale mimo kiepskich warunków było to świetne widowisko, zakończone sprawiedliwym podziałem punktów.

Przed meczem, w przerwie i po zakończeniu spotkania, zwiedziłem dość dokładnie klubowy obiekt.
Jest wszystko, co być powinno: szatnie, toalety, trybuna z krzesełkami. Jest też to, co być powinno wszędzie, a jest tylko w wybranych miejscach. W sumie to dobrze, bo gdyby było wszędzie, to straciło by swój urok. Mowa tu o klimacie. Czymś, czego nie da się dokładnie opisać słowami. Klimat -  to suma wypadkowa wielu czynników. Jego podstawą są odpowiedni ludzie na odpowiednim miejscu. Odnalazłem to już w kliku klubach. W Baranówce, w Łapanowie, w Grzegorzowicach. Udało się mi odnaleźć ten klimat i tu. Podobnie jak we wspomnianych wcześniej miejscowościach - zostałem po królewsku ugoszczony. I nie była to gościna na zasadzie, trzeba by tam coś postawić pismakowi, by lepiej o nas napisał. Miła koleżeńska atmosfera, to było to, co mnie w Wierzbnie spotkało. Po meczu - wspólne biesiadowanie przy ogromnej ilość stale donoszonych steków z grilla i napojach na lepsze trawienie, trwało do zmroku i jeszcze dłużej i gdyby nie inne obowiązki oraz to, że byłem uzależniony od transportu - pewnie zostałbym tu do rana. Rozmowy o piłce, opowiadanie anegdot, wspominanie dawnych meczy. Czyli coś, co spaja nasze piłkarskie środowisko. Podziękowania należą się wszystkim obecnym na imprezie, ale w szczególności prezesowi klubu Jarosławowi Pokorniakowi
W wesołym humorze opuszczam jakże gościnne Wierzbno. Na pewno wrócę tu jeszcze nie raz, nie dwa… Powrót też przyniósł kolejne przygody, ale niekoniecznie, muszą być one wspomniane. W każdym razie specjalne podziękowania należą się kierowcy naszej wycieczki…
To już ostatni pamiętnik w tym roku. Oby na wiosnę było ich więcej!

Tradycyjne pomeczowe PKB:
Piwo: pod dostatkiem
Kiełbaski: były i do tego cała masa steków
Bilety: jedyne czego brakło
________________________________________
Przygotował: Dariusz Grochal (Futbol-Małopolska)
 
Chcesz aby Twój klub znalazł się w Pamiętniku Groundhoppera?
Pisz na adres grochal@futmal.pl

Źródło: Dariusz Grochal

Dodano: 2016-12-23 20:19:10


Galeria zdjęć

 

Pamiętnik 

Komentarze